Czerwony pasek i darmowe lody. Co czuje dziecko, które zostało obok?
Kilka dni temu w mediach wybuchła dyskusja, która szybko podzieliła rodziców, nauczycieli i komentatorów. Wszystko za sprawą wypowiedzi Rzeczniczki Praw Dziecka, Moniki Horny-Cieślak, dotyczącej czerwonych pasków na świadectwach i nagród przyznawanych uczniom za wysokie wyniki w nauce. Wbrew temu, co można było przeczytać w wielu komentarzach, rzeczniczka nie skrytykowała samych czerwonych pasków. Zwróciła natomiast uwagę na sytuację, która od lat ma miejsce w jednej z pszczyńskich cukierni. Jej właściciele postanowili nagradzać uczniów z wyróżnieniem darmowymi lodami. Zdaniem Horny-Cieślak takie inicjatywy, choć wynikają z dobrych intencji, mogą nieświadomie pogłębiać poczucie nierówności między dziećmi. Ta opinia spotkała się z falą krytyki. Głos w sprawie zabrała także ministra edukacji Elżbieta Nowacka, która podkreśliła, że nagradzanie dobrych wyników wspiera ambicję, motywuje do wysiłku i jest formą docenienia pracy włożonej przez uczniów w naukę.
O co naprawdę toczy się spór?
Na pierwszy rzut oka argumenty ministry wydają się oczywiste. Wielu rodziców mogło odnieść wrażenie, że rzeczniczka szuka problemu tam, gdzie go nie ma. Gdy jednak przyjrzymy się sprawie nieco bliżej, okazuje się, że nie jest ona tak jednoznaczna. Warto pamiętać, że Monika Horna-Cieślak pełni funkcję Rzeczniczki Praw Dziecka i patrzy na rzeczywistość przede wszystkim z perspektywy najmłodszych. Tymczasem większość dyskusji toczy się między dorosłymi, którzy często oceniają sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń i przekonań. W cieniu tej debaty pozostają jednak dzieci, które nie odbiorą świadectwa z czerwonym paskiem i nie zakończą roku szkolnego z poczuciem sukcesu.
Co ważne, nie zawsze wynika to z braku zaangażowania czy niechęci do nauki. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, mają różne możliwości, talenty i ograniczenia. Jednym osiąganie wysokich ocen przychodzi stosunkowo łatwo, inne mimo dużego wysiłku nie są w stanie uzyskać takich samych rezultatów. I to właśnie na sytuację tych uczniów zwraca uwagę rzeczniczka. Można więc nie zgadzać się z jej oceną tej konkretnej inicjatywy, ale trudno odmówić jej prawa do zabierania głosu w imieniu dzieci, które z różnych powodów znajdują się po drugiej stronie szkolnych rankingów. W końcu właśnie po to została powołana na swoje stanowisko.
A jeśli to Twoje dziecko nie dostanie darmowych lodów?
Spróbujmy jednak na chwilę odłożyć emocje i spojrzeć na argumentację Moniki Horny-Cieślak przez pryzmat prostej, hipotetycznej sytuacji. Wyobraźmy sobie grupę przyjaciół z podstawówki. Leon, Maciek, Julek, Felek i Gucio trzymają się razem od lat. Grają w piłkę, odwiedzają się po lekcjach i wspólnie spędzają przerwy. Czterech z nich zdobywa na koniec roku czerwony pasek. Leon nie. Nie dlatego, że jest leniwy. Po prostu nauka przychodzi mu trudniej. Ma problemy z koncentracją, wolniej przyswaja materiał, niektóre rzeczy wymagają od niego znacznie większego wysiłku niż od kolegów. Mimo to stara się najlepiej, jak potrafi. Po rozdaniu świadectw cała paczka wybiera się do cukierni po darmowe lody dla uczniów z wyróżnieniem. Wszyscy idą razem, ale przy kasie okazuje się, że Leon jako jedyny musi zapłacić. Oczywiście rodzice mogą dać mu pieniądze. Problem nie leży jednak w cenie lodów.
Problem polega na tym, że po raz pierwszy dostaje sygnał, że jest w tej grupie trochę obok. Trochę gorszy. Nie dlatego, że źle się zachował, był nieuprzejmy czy komuś zaszkodził. Po prostu nie osiągnął takich wyników jak pozostali. Czy jego koledzy zrezygnują z nagrody w geście solidarności? Być może, ale w rzeczywistości takie sytuacje zdarzają się rzadko. Najczęściej dzieci odbierają nagrody, rodzice są dumni z ich osiągnięć, a życie toczy się dalej.
Tyle że dla Leona coś się zmienia. Po raz pierwszy może poczuć, że mimo starań nie jest oceniany za wysiłek, lecz za rezultat, którego z różnych powodów nie był w stanie osiągnąć. I właśnie na takie sytuacje zwraca uwagę Rzeczniczka Praw Dziecka. Nie twierdzi, że nie należy doceniać sukcesów. Pyta jedynie, czy forma nagradzania nie sprawia czasem, że część dzieci, które i tak zmagają się z własnymi trudnościami, dostaje dodatkową lekcję wykluczenia.
A teraz wyobraźmy sobie, że Leon jest naszym synem. Czy patrząc na sprawę z tej perspektywy, rzeczywiście tak łatwo odrzucić argumenty rzeczniczki?
Nagradzajmy mądrze
Jest jeszcze jedna sytuacja, o której rzadko się mówi. Wyobraźmy sobie rodzeństwo. Jedno dziecko kończy rok szkolny z czerwonym paskiem, drugie nie. Rodzice chcą wspólnie uczcić zakończenie roku i zabrać dzieci na lody. Na miejscu okazuje się jednak, że jedno z nich otrzyma deser za darmo, a za drugie trzeba zapłacić. Oczywiście nie chodzi tutaj o kilka czy kilkanaście złotych. Większość rodziców bez problemu kupi lody obu dzieciom. Kłopot pojawia się gdzie indziej. Dla młodszego człowieka taka sytuacja może stać się kolejnym sygnałem, że jest tym gorszym, mniej zdolnym albo mniej wartościowym. A przecież szkolne wyniki nie zawsze są odzwierciedleniem wysiłku, jaki dziecko wkłada w naukę.
Przyczyn słabszych ocen może być wiele. Czasem są to indywidualne predyspozycje, czasem trudności rozwojowe, problemy emocjonalne, kryzysy rodzinne albo zwyczajnie inny temperament. Nie każde dziecko startuje z tego samego miejsca i nie każde ma takie same możliwości. Właśnie dlatego sprawa budzi tyle emocji. Z jednej strony mamy chęć docenienia sukcesu i ciężkiej pracy. Z drugiej ryzyko, że część dzieci poczuje się wykluczona lub zawstydzona. Trudno jednoznacznie stwierdzić, która wartość powinna w tym przypadku przeważyć. Warto przy tym podkreślić, że Monika Horna-Cieślak nie kwestionuje samego nagradzania osiągnięć. Nie postuluje likwidacji czerwonych pasków ani rezygnacji z doceniania uczniów osiągających najlepsze wyniki. Zwraca jedynie uwagę na formę takich inicjatyw i ich możliwe konsekwencje dla tych dzieci, które znalazły się po drugiej stronie szkolnych statystyk. Najlepsi uczniowie są przecież nagradzani już przez szkołę, często także przez rodziców i najbliższe otoczenie. Dyskusja nie dotyczy więc odbierania komukolwiek wyróżnień, ale raczej zastanowienia się, jak robić to w sposób, który nie będzie niepotrzebnie dzielił dzieci.
Być może nie ma tutaj jednej idealnej odpowiedzi. Ta historia pokazuje jednak coś ważnego. Kiedy mówimy o dzieciach, warto czasem spojrzeć na sytuację szerzej i spróbować dostrzec również perspektywę tych, którzy nie stoją akurat na podium. Choć dorośli często nie zdają sobie z tego sprawy, dziecięce poczucie odrzucenia czy niesprawiedliwości potrafi zostać z człowiekiem na długo.





