‘Sprzedam kolegę’. Niebezpieczny trend wśród dzieci i nastolatków. Eksperci ostrzegają

Jeszcze kilka lat temu internetowa przemoc kojarzyła się głównie z obraźliwymi komentarzami, fałszywymi profilami czy wyśmiewaniem rówieśników w mediach społecznościowych. Dziś młodzi ludzie znajdują coraz bardziej zaskakujące sposoby na upokarzanie innych. Najnowszy trend, który zwrócił uwagę ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem dzieci w sieci, polega na publikowaniu ogłoszeń typu „sprzedam kolegę” lub „oddam koleżankę” na platformach sprzedażowych. Choć dla części nastolatków może wydawać się to niewinnym żartem, w rzeczywistości jest to kolejna forma cyberprzemocy.
To nie jest zwykły dowcip
Schemat wygląda podobnie. Na portalu służącym do sprzedaży ubrań, książek czy innych przedmiotów pojawia się ogłoszenie ze zdjęciem konkretnej osoby. Towarzyszy mu „cena”, a także obraźliwy lub poniżający opis. Czasem pojawia się imię, czasem nazwisko, a niekiedy nawet dodatkowe informacje pozwalające bez problemu zidentyfikować ofiarę.
W praktyce nie chodzi o sprzedaż czegokolwiek. Celem jest wyśmianie, upokorzenie lub ośmieszenie konkretnego dziecka przed jak największą grupą odbiorców. Dla nastolatków wychowanych w kulturze mediów społecznościowych takie działania często stają się sposobem na zdobycie uwagi, reakcji i popularności. Im więcej wyświetleń, komentarzy i udostępnień, tym większe poczucie sukcesu u sprawcy.
Dlaczego akurat portale sprzedażowe?
Jeszcze do niedawna podobne treści publikowano przede wszystkim na komunikatorach, grupach klasowych czy popularnych platformach społecznościowych. Dziś coraz częściej pojawiają się one także w miejscach, które z założenia nie służą do budowania relacji między użytkownikami.
To właśnie dlatego zjawisko wzbudza tak duży niepokój ekspertów. Portale sprzedażowe nie były projektowane z myślą o rozwiązywaniu problemów związanych z przemocą rówieśniczą. Ich systemy moderacji często skupiają się na wykrywaniu oszustw, podróbek czy nielegalnych produktów, a nie na rozpoznawaniu treści mających charakter cyberprzemocy. W efekcie obraźliwe ogłoszenia mogą funkcjonować przez pewien czas, zanim zostaną usunięte.
Algorytmy mogą nieświadomie pomagać sprawcom
Dodatkowym problemem są algorytmy rekomendacyjne. Jeśli system uzna dane ogłoszenie za popularne lub interesujące dla użytkowników, może zacząć pokazywać je kolejnym osobom jako podobną lub polecaną ofertę. W praktyce oznacza to, że poniżające treści mogą docierać do znacznie większej liczby odbiorców niż pierwotnie zakładali sprawcy. To jedna z największych różnic między tradycyjnym dokuczaniem a cyberprzemocą. Dawniej świadkami przykrego żartu było kilka osób z klasy. Dziś mogą być ich setki, a nawet tysiące.
W rozmowach o cyberprzemocy często skupiamy się na sprawcach i ofiarach. Tymczasem ogromną rolę odgrywają również osoby postronne. Każde polubienie, udostępnienie czy zabawny komentarz pod takim ogłoszeniem daje sprawcy sygnał, że jego działanie spotyka się z akceptacją otoczenia. Dla ofiary jest to natomiast informacja, że wiele osób biernie przygląda się jej upokorzeniu. Psychologowie od lat zwracają uwagę, że właśnie poczucie osamotnienia i brak wsparcia ze strony rówieśników należą do najbardziej bolesnych skutków cyberprzemocy.
Jakie mogą być konsekwencje dla dziecka?
Dorośli czasem bagatelizują podobne sytuacje, uznając je za internetowe wygłupy. Dla młodego człowieka skutki mogą być jednak bardzo poważne. Publiczne ośmieszenie może prowadzić do utraty poczucia bezpieczeństwa, obniżenia samooceny, wycofania z relacji społecznych czy lęku przed pójściem do szkoły. U niektórych dzieci pojawiają się problemy ze snem, objawy depresyjne, a nawet myśli samobójcze. Warto pamiętać, że internet nie zapomina tak łatwo. Raz opublikowane zdjęcie czy kompromitujący wpis mogą krążyć w sieci przez długi czas.
Publikowanie takich ogłoszeń nie jest niewinnym żartem. Może wiązać się z naruszeniem dóbr osobistych, prawa do wizerunku, a także przepisów dotyczących nękania czy znieważania. Oprócz konsekwencji szkolnych sprawcy mogą ponosić również odpowiedzialność prawną. Co ważne, skutki takich działań często wracają do nich po latach. Internetowe ślady bywają trwałe, a zachowania podejmowane dla chwilowej popularności mogą mieć konsekwencje znacznie dłużej niż szkolny konflikt.
Co mogą zrobić rodzice?
Przede wszystkim nie warto zakładać, że problem nas nie dotyczy. Wielu rodziców dowiaduje się o cyberprzemocy dopiero wtedy, gdy sytuacja jest już bardzo poważna. Rozmawiajmy z dziećmi o tym, czym jest przemoc w sieci i gdzie przebiega granica między żartem a krzywdzeniem drugiego człowieka. Tłumaczmy, że nawet pozornie niewinne udostępnienie czy komentarz może dokładać cegiełkę do czyjegoś cierpienia.
Jeśli zauważymy podobne ogłoszenie, warto zrobić zrzuty ekranu, zgłosić treść administratorom platformy oraz poinformować szkołę. Takie materiały można również zgłaszać do zespołu Dyżurnet.pl, który zajmuje się monitorowaniem nielegalnych i szkodliwych treści w internecie. Najważniejsze jednak, by dziecko wiedziało jedno: jeśli stanie się ofiarą cyberprzemocy, nie zostanie z tym samo. Trend „sprzedam kolegę” to nie internetowy żart. To kolejna odsłona problemu, który od lat rośnie wraz z rozwojem technologii.




