Parental phubbing – kiedy telefon jest ważniejszy niż dziecko

Na łamach naszego portalu często piszemy o tym, jak media społecznościowe i nadmiar ekranów wpływają na dzieci. Prawda jest jednak taka, że problem nie dotyczy wyłącznie najmłodszych. My – rodzice – również coraz częściej mamy trudność z odłożeniem smartfona. I co gorsza, często nawet nie zauważamy, jak bardzo wciągają nas te małe ekrany. Sięgamy po telefon „tylko na chwilę”. Sprawdzić wiadomość. Odpisać na komentarz. Zobaczyć, co nowego. Ta chwila zamienia się w kilka, potem w kilkanaście minut bezmyślnego scrollowania.
W tym czasie obok nas stoi dziecko – z rysunkiem w ręku, z historią do opowiedzenia, z dumą z dobrej oceny. Być może znacie to z własnego doświadczenia. Dziecko coś mówi, próbuje zwrócić na siebie uwagę, a Wy rzucacie: „Sekunda!” i dalej przeglądacie ekran. Po chwili orientujecie się, że tak naprawdę nic ważnego się tam nie dzieje. To tylko kolejne, niewiele wnoszące treści z mediów społecznościowych. To właśnie jest parental phubbing – sytuacja, w której telefon wygrywa z relacją. I choć nie robimy tego ze złej woli, to niestety konsekwencje ponoszą nasze dzieci.
Parental phubbig – jak to działa?
Słowo phubbing powstało z połączenia phone (telefon) i snubbing (ignorowanie). Czyli najprościej mówiąc – sytuacja, kiedy rodzic zamiast skupić się na dziecku, skupia się na telefonie. Nie chodzi o to, że ktoś raz odpisze na wiadomość. Problem zaczyna się wtedy, gdy ekran prawie zawsze wygrywa z rozmową, zabawą czy wspólnym czasem. Dzieci naprawdę szybko wyczuwają, kiedy nie poświęca się im uwagi. Mogą wtedy czuć się mniej ważne niż telefon, złościć się albo marudzić, robić coś „na pokaz”, żeby zwrócić uwagę czy zamknąć się w sobie. Nasze zachowanie skłania je również do sięgnięcia po telefon, bo skoro telefon jest taki ważny dla dorosłych, to może faktycznie jest najważniejszy?
Parental phubbig – czy da się coś z tym zrobić?
Musimy sobie uświadomić, że uzależnienie od mediów społecznościowych i telefonu działa podobnie jak każdy inny nałóg. Tak jak w przypadku innych destrukcyjnych nawyków, cierpią na tym przede wszystkim relacje między ludźmi. Najbardziej bolesne są straty w rodzinie – szczególnie w kontaktach z dziećmi.
Jak sobie z tym poradzić? Tutaj nie ma miejsca na półśrodki – najlepiej działa radakalne podejście. Kiedy dzieci są pod naszą opieką, odkładamy telefon w miejsce, które nie kusi wzroku i dajemy im naszą pełną uwagę.
Oprócz tego warto pamiętać o kilku prostych zasadach:
Posiłki bez ekranów – dzieci szybko naśladują rodziców. Jeśli jemy przy telefonie czy przed telewizorem, one też uznają to za normalne. Wspólny obiad czy kolacja to idealny moment na rozmowę.
Kontakt wzrokowy – patrzmy dzieciom w oczy, gdy z nimi rozmawiamy. Każdy wie, jak frustrujące jest, gdy rozmówca co chwilę zerka w telefon. Wyobraźcie sobie, jak czuje się dziecko w takiej sytuacji.
Pokazujmy, że są ważne – nie musimy poświęcać całego dnia, ale nawet godzina dziennie skupionej uwagi może być bezcenna. Zabawa, rozmowa, wspólny spacer – te chwile zostają w pamięci dziecka.
Wycisz powiadomienia – ciągłe „pik!” odciąga naszą uwagę i zmusza do sięgania po telefon. Prawda jest taka, że nic się nie stanie, jeśli sprawdzimy wiadomości raz na jakiś czas. Bez tych przerw życie rodzinne staje się dużo spokojniejsze.
Dzieci nie zapamiętają, ile wiadomości wysłaliśmy w ciągu dnia. Zapamiętają natomiast, czy byliśmy dla nich naprawdę obecni. Czasem wystarczy odłożyć telefon i powiedzieć: „Opowiedz mi jeszcze raz, to ważne.” Nie zapominajmy, że zdrowa rodzinna relacja to coś, co zaowocuje w przyszłości, dzięki czemu nasze dzieci staną się szczęśliwymi ludźmi.




